czwartek, 16 października 2014

Równość Obywatelek i Obywateli a lektury szkolne


"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie."
Stanisław Staszic

Właśnie na portalu Lewica.pl przeczytałam krótką informację o raporcie z analizy lektur szkolnych w naszych podstawówkach.
I zachęcam do zapoznania się z tym raportem - jest tutaj:
http://www.punktwidzenia.org.pl/raport-meskosc-i-kobiecosc/
RAPORT

Osoby sporządzające raport najwyraźniej mają poczucie humoru, o czym świadczy np. taki tytuł, cytuję:

"Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus, a lektury z Księżyca, czyli obraz świata według szkolnego kanonu"

Jak to sobie czytam, przestaję się dziwić, że znowu są modne wysokie szpilki, nieodwracalnie deformujące kobietom stopy i kręgosłup, no i że kobiety nadal je kupują i zakładają to to nawet na co dzień...

Jak się od dziecka wbija w głowy, że kobieta ma tylko ładnie wyglądać, to trudno oczekiwać bardziej rozsądnego podejścia do kwestii ubioru.

3 komentarze:

  1. Temat lektur szkolnych od wielu lat budzi zastrzeżenia. Dobór lektur nie przystaje do współczesnych czasów. Dawno nie miałam styczności z tym tematem i nie mam dobrego rozeznania jakie lektury są obowiązkowe. Uważam, ze niektóre są przeżytkiem i nie podobają się młodzieży. Mniej kontrowersji mamy z lekturami dla maluchów, natomiast w Liceach chyba nie jest najlepiej z doborem.
    Co do ubioru kobiet, to nigdy nie hołdowałam modzie, a wygoda i dobre samopoczucie było i jest dla mnie najważniejsze. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam Lotko w moim skromnym domku ;)

    Nie wiem tego, ale domyślam się, że my to inne pokolenie... i co by nie mówić o "złym" PRL to równouprawnienie było wtedy traktowane bardzo poważnie.
    Na przekór "władzy" dziewczyny też wtedy chciały ubierać się "kobieco" - też miałam szpilki, głównie do stania w szafie. ;)
    Ale ponieważ nie czułam się ani przez chwilę przedmiotem do oglądania, którego funkcją jest upiększać dom jakiegoś faceta, bez żalu te szpilki wywaliłam, bo mi w nich było niewygodnie. ;)
    Takie śmieszne, niskie szpileczki, z metalowymi końcówkami na obcasikach, bardziej mi przypadły do gustu - fajnie stukały po chodniku, a i przygwoździć tym obcasikiem w razie zagrożenia można by było... ;)
    Ogólnie, modzie ulegałam wtedy, kiedy już za bardzo różniłam się od otoczenia - tak było ze spódniczkami "mini" a prawie za chwilę z "maxi".
    Ugięłam się w obu przypadkach, jak już "cała Warszawa" tak chodziła. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przypomniało mi się coś.
    Miałam dwa blogi na Onet.pl, fotograficzny i "pisany".
    W tym drugim zamieściłam dawno temu tekst o modzie w PRL-u - cieszył się dużym powodzeniem. ;)

    Jest tutaj:
    http://polka-mala.blog.onet.pl/2006/07/31/lekki-przerywnik-moda-w-prl-u/

    OdpowiedzUsuń

Weryfikacja "obrazkowa" to ochrona przed automatami "spamującymi".
Przepraszam za to utrudnienie. :)